 O tym, że odprowadzanie do morza nie oczyszczonych ścieków może być groźne, wiemy nie od dziś. Dzięki temu na potęgę rozmnażają się trujące algi, a to może doprowadzić do ogromnej katastrofy. Wróży się ją m.in. Morzu Bałtyckiemu. Taką informację można było przeczytać w helsińskim dzienniku „Hufvudstadsbladet”, któremu wypowiedzi udzielił profesor Fredrick Wulff z Uniwersytetu Sztokholmskiego. Jego zdaniem algi rozrastają się szczególnie za sprawą azotu pochodzącego z gospodarstw hodowlanych.
W hodowlach trzody chlewnej państw skandynawskich (Szwecji, Finlandii, Danii) znajduje się ponad 400 tysięcy zwierząt, a każda ze świń produkuje w trakcie roku cztery razy więcej azotu niż człowiek. Szwedzki naukowiec dodał, że ilość trujących glonów może zwiększyć się nawet dwukrotnie w stosunku do dzisiejszego stanu. Dojdzie do tego, jeśli podobną wydajność osiągnie rolnictwo trzech państw nadbałtyckich i Polski, a kraje te nie będą podejmowały skutecznych działań zaradczych.
Należy pamiętać, że już obecnie rozwój alg stanowi zagrożenie dla życia morza, rybołówstwa a także turystyki, na której zarabia ludność terenów nadmorskich.
Oprócz azotu, groźnym źródłem zanieczyszczenia Bałtyku jest także fosfor, który dostaje się do morza wraz z nie oczyszczonymi wodami rzecznymi. W tym przypadku ważną rolę odgrywają miejskie oczyszczalnie, głównie te w Rosji.
Wulff podkreślił, że jeśli zajmiemy się tymi problemami, osiągniemy stopniową poprawę na obu frontach.
Morze odbudowuje się bardzo powoli, więc jeśli podejmiemy takie działania natychmiast, ich rezultaty będą widoczne dopiero za 100 lat.
Według niego ważną a nawet decydującą rolę w odrodzeniu się Morza Bałtyckiego i przywracaniu mu życia, ma polityka rolna Unii Europejskiej.
Jeśli więc, zależy nam na naszym jedynym morzu, na wakacjach w ośrodkach nadmorskich, musimy przeciwdziałać rozwojowi trujących alg.
Źródło: PAP |